Krupniczej ulicy naprawdę mam dość
Dość razem z krzesłem próchniejących wieszczy
Kotłują się słowa moje
W nieba niebieskiej przerębli
Gwiżdżę na księgi spróchniałym grzbiecie
Wydaje księga dziki świst
Najlepiej mi z ulicą siostrą
Pod rękę po Zwierzyńcu iść
Cieszy mnie poematu konna placforma
Bo to jest właśnie placu forma
I cieszy Mańka która z dziecka
A już była zwierzyniecka
Ta brzana bardzo cieszy mnie
Daje mi bukiet gwary - ma gest
Tu już Flisacka Szwoleżerów Tatarska
Tu jeszcze konna metropolia jest
Tu jak wóz Eliasza
Placforma jedzie za pół basa
Z piwem kiwają się wiaderka
Na koniach rajskie śpią makaty
Najważniejsze żeby placforma słów
Mogła w zaułek ciasny wjechać
Na koźle stoję ponad dachy miasta
Zarosły wozak chmur - poeta
Na przedmieścia placformie jadąc
Z kieszeni rąk nie wyjmuję
Do druku dla mnie najlepszy plac
To niebo żółknące w górze
Najlepiej jeździ się w zimie
Na mrozie sen jest zdrowy
I sama wali placforma
Z przyzwyczajeń koniowych
Bo Kazek mówi wszystko jedno
Czy wiśta i czy wio
Przeważnie były czasy lewe
I nie to
W żarówek tysiącu tramwaj
Przejeżdża dostojnie jak Watykan
Zastanawiają się parkany
Gdzie by tramwaj w ciemności przydybać
Nieraz pytają za kim jestem
W tym kraju częsta to sprawa
Mówię najbardziej popieram szyld
Z napisem "Bar Na Stawach"
Tam Maks Wózek przychodzi i Rufino
Goście z tysiąca i jednej zwierzynieckiej nocy
Tam zielone pachnie nocy piwo
Tam się schodzą placowe drogi
Burżujek tu bywa i Kazek Dycha
Sam Główeczka Tolo Malarz Poldek Śpiewak
Tu baronów swych przedstawia ulica
Tu jest wolnokieszonkowa strefa
Czasem zabraknie kogoś - salute!
Z piwa zielony nagrobek mu kładą
Nad Norbertanki uleciał Edek
Gdzieś na wieży siedzi denato
I zadzwoniły kufle po nim
Na tę parkanów przedmieścia nostalgię
Poniosły go kawki na skrzydłach
Bo kawki mają garnitury czarne
I leci krótki - trzy wina bier
I król brodaty biber kier
Jedną swą rąszką trzymie korone
Drugą wskazuje karty znaczone
Kończy się szefku pasaż
Kieszonkowa strefa nasza
I koń który w łąki srokaty
Elektryczne mija światy
Życia się snuje szary dym
Tu Czarny Czesiek rządzi wiele zim
Tu jest wszystko wokół cześkowe1
Kłaniają się grzecznie goście nieznajome
Zwierzyńca to jest prawowity syn
Do chrztu go Kopiec na rękach niósł
Przed nikim jeszcze dyla nie dał on
Swobodnie na ulicy rósł
Jak zdrowie milicja pyta go na skwerach
Jak zdrowie pyta i jak sen
Postrachem mea bywał nieraz
Dziś bójką już nie bawi się
Zwierzyniec Cześka nakrywa czapa
Jego pod głową habaź Błonia
Na lewo Wawel na prawo Tyniec
A w środku władza zrobiona w konia
Jeden gość z wiary Wózek Maks
Chmurą się tylko przykrywa luzem
Nieba go kryje ruchomy dach
Do nieba z Maksem wjedzie wózek
I śniegiem pokryty wjedzie śpiący Maks
I jakiś albert powie mu tak
Już z gęby widzę - z Włóczków ulicy
Maks powie - pewnie Zwierzyniec City
W młodości grzechy mnie sie zgubiły
Na kartce miałem spisane
Dlatego szefku mój miły
Już nie wiem co jest czarne co białe
Bozia co placformą jedzie chmur
Dała Cześkowi dowcip ten i spryt
Pośród tych wróbli zielonych od piwa
Inaczej dawno Czesiek by znikł
Zimą i latem wokół placu
Snuje się szary dym tajniaków
I wiezie gości jedyny powóz
Milicyjny elektrowóz
Tu gość niejeden zniknął tak
Jak właśnie poprzez lufcik dym
Czarne się chylą dni parkany
I czasem nie ma już gdzie iść
Na nasze meliny przyszła jesień
I śleć się sfija
I bóg placowy pojecie
Na szparagusie w siną dal
Życia wesołe miasteczko dobre jest
Na porosłym trawą wyrku Błonia
Lecz potem bezpłatnie sypie śnieg
Kruszeje na mrozie włosów słoma
Lecz wolny - wolny każdy gościu
Jak na trybunie nie bywa wolny nikt
Dźwigają muzy na piersiach swoich
Pogięty wiatrem poematu szyld
I placformą bozia jedzie
I niebo całe w majonezie
Mańka ciepła jak szabaśnik
Przy niej lepiej przy niej jaśniej
Przy niej tu na Emausie
Kwitnie morda w szparagusie
I konie gadają lecąc przy dyszlu
Nie ma jak na Powiślu!
I czy ten gościu na koźle
Ma bukiet maków w głowie
Jest czerwony na zewnątrz
A cóż my wiemy panowie
Wszystko jest takie kiwne
Wczoraj był koniec świata
I zginął mi rękaw z koszuli
I gdzieś nad Krakowem lata
Kiedy gość leci z nóg u knajpy dyszla
To go podtrzyma stara wieżyszka
To goście mówią Kazek Pudełko
Ma swojej brzany święto
Goście kochani naprawdę wierzcie
Nie ma to jak kochane przedmieście
Tu jeszcze księżyc przez wolskie badyle
Valentina ma profile
Tu jak śledzie z nogawek
Gościom lecom wiersze same
Tu się schodzi Księcia ulica i Dziki Kąt
Tu sami goście z placowych stron
Tu sami chodzom gołębiorze
Co na wszystko mówią "może"
Strony świata są karciane mówi Rufino
Czerwień krajc żołądź wino
I wygląda Zwierzyniec jak szopka
Trochę złodziejska trochę głodna
I szopni goście i szopna władza
Co się powoli Emaus przechadza
I wygląda Zwierzyniec jak szopka
Skądś dzieciaka wzięła Helka Madonna
Lecz Kulawy Lolek ma swój bą tą
I pod depache bierze ją
Kradzioną z placu papą kryty
Ja pióra cierpliwym zabiegiem
Wystawię Cześkowi wiersza kiosek
Niechże się schowa przed śniegiem
Bo kocham przedmieścia profil czarny
I wiatru kocham swobodny świst
Gdziekolwiek na nieba wolnym kawałku
Piszę do Cześka list
Żeby go mróz nie zwarzył
Żeby nie spadł idąc życia krajem
Zmówiłem za niego tę litanię piwną
W grzane trzy mikołaje
Z harmonią placu na ramieniu
Powiewając czapą2 wolskich wzgórz
Czarny Czesiek udziela wolności lekcji
Lecz wokół pustka kundle kurz
Lecz może właśnie Czesiek nasz
To jest Pan Rynek to jest Pan Plac
Placu wysłuchać nie miał czasu nikt
Lecz kiedyś ruszy ulicy szyld
W rękawach moich jak wróbli rój
Niech się schowają zwierzynieckie lumpy
Koślawych liter sam wielki lump
Placu niosę sztandar żółty
Bo placu twarz to miasta twarz
I wszystko na niej wypisane
Jak tramwaj niebem sunie poemat
Ciągną go Lolka kobyły nakrapiane
Benek nas wiezie Benek śpiewa
Zielony trzyma bukiet gwary
Z piwem kiwają się wiaderka
Na koniach rajskie śpią makaty
Może powieje jakiś ciepły wiatr
Do świata znów podobny będzie świat
Z duszy naszej zejdzie śniedź
W środku zimy będzie wiec!
Krupniczej ulicy naprawdę mam dość
I przez tę kartę białą wprost
Niech wyprowadzi mnie liter czarny trakt
Na bulwar słów na wolny świat